| love-diaryblog - archiwum: Rozdział 7 |
| Strona główna |
Rozdział 7Miałam rację. Wszystko się zmieniło i to na lepsze. Już dwa dni później cała nasza szkoła wiedziała o tym, że chodzę z Piotrkiem. Kumpelki mi zazdrościły STRASZNIE, no ale powiem szczerze, było czego zazdrościć ^_^. Piotruś (mój Piotruś:*) zabierał mnie na romantyczne spacery, był wrażliwy, czuły i troskliwy, szeptał mi cuzłe słówka na ucho albo dawał małe kwiatki :*. Był idealnym chłopakiem. Mimo, że nasza przyjaźń przerodziłą się w coś silniejszego, dalje rozmawialiśmy na te tematy co dawniej. Nasze relacje nie pogorszyły się, lecz umocniły. Nasza rumba była już prawie idealna, Nowicka była z nas strasznie dumna, aż jej się łezka w oczku zakręciła ;). Pewnego dnia zobaczyła, jak całuję się z Piotrkiem i postanowiła wpleść jeden pocałunek w taniec. Z tym problemu nie było...:P. Byłam z Piotrem naprawdę szczęśliwa. Nie przeszkadzały mi docinki Kaji i Niny ani złowrogi wzrok Ivana. Sczerze mówiąc, olewałam ich wszzytskich. Całą trójkę ]:->. Wydawało mi się, że śnię. Każdego ranka budziłam się wesoła i lekka niczym piórko. Cała rzeczywistość była niczym piękny sen... Jednak w miarę upływu czasu, gdy ten sen nie przemijał a ja byłam już chyba najszczęśliwszą osóbką pod słońcem, dopadł mnie niepokoje. Czy piękny sen może trwać tak długo? Czy się skończy? Nie chciałam by to moje szczęście się skończyło... Zbyt długo na nie czekałam. Ta myśl zaczęła mnie przytłaczać. Chodziłam coraz smutniejsza, w moim oczach nei skakały już wesołe iskierki, jak to zawsze określały moje psiapsióły. Moja dusza gasła... Ogarniałą mnie szarość codziennych dni, które wraz z moim nastrojem stawały się coraz chmurniejsze, bardziej deszczowe i ponure... *** Wiatr przeraźliwie dął. Padał deszcz, gdzieś w oddali grzmiało. Po raz pierwszy od długiego czasu wracałam ze szkoł w ciepłej kurtce. Po policzkach spływały mi łzy. Jedna za drugą. Kap, kap... Wmawiałam sobie, że to przez wiatr, ale czułam, że to ta moja deprecha sprawiałą że płaczę. Zaczęłam biec. Nic mnie nie obchodziło. Chciałam uciec jak najdalej od tego świata. Czułam że on szykuje zemstę za to, że jestem szczęśliwa z Piotrkiem. A tak go kochałam! Jednak mój strach przed stratą jego miłości przewarzał nad szczęściem w mojej duszy. Nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek. Obróciłam się. Utkwione były we mnie zielone oczy o głebokim i bystrym spojrzeniu. Piotrek... - Ami, stój - powiedział. - Cz-cześć, Piotrek - łknęłam. - Co się z tobą dzieje? Co się stało?! Ciągle płaczesz, jesteś jakby nieobecna... Co ci jest, Ami, powiedz... - Ależ nic mi nie jest! A co miałoby mi być? - spróbowałam się sztucznie zaśmiać. Chyba mi nie wyszło... - Nie oszukasz mnie. Znam cię od małego dziecka i wiem kiedy coś cię dręczy - Ale...napr... - Daj spokój!!! Chyba widzę że coś ci jest i martwię się tym! Więc blagam przestań mi wmawiać że wszytsko jest okej i powiedz prawdę... prawdę, słyszysz?? - powiedział Piotrek nieco podniosłym głosem. - A-ale nie krzycz... - szepnęła i znowu wybuchnęła łzami. -Ami, Ami nie płacz. Przepraszam, nie chciałam na ciebie krzyczeć. Ami,Ami, przepraszam... - wyszeptał Piotrek i pogładził mnie po mokrym policzku. I już nei mogłąm nie powstrzymać. Złapałam go za szyję i mocno przytuliłam. Ramię jego kurtki powoli mokło... coraz bardziej.... Mój szloch był po prostu niepowstrzymany. Te wszystkie moje myśli, nerwy, niepokoje, wszystko się złamało i wypływało teraz ze mnie w postaci gorzkich łez. Łez miłości... - Amelia, już dobrze, już - szeptał mi do ucha Piotrek. Odsunłęłam się od niego i spojrzałąm w oczy. - B-bo,wi-widzisz, j-ja stwierdziłam, że skoro jes-jestem szczęśliwa, to kiedyś to się się mu-musi skończyć. Że, że kie-kiedyś mnie zostawisz i znowu będę na tym tym świecie sa-sama... - załkałam. - Jezu, Ami! - wykrzyknął Piotrek i objął mnie. Staliśmy tak chwilę objęci, podczas gdy krople deszczu wirowały między nami w szalonym tańcu. Wtem Piotrek odsunął mnie od siebie - Teraz ty mnie wysłuchaj. I słuchaj bardzo uważnie - szepnął - Nigdy, nigdy nie zostawię cię samej. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Każdego ranka budzę się dla ciebie, twego uśmiechu i blasku twych oczu. Patrzyłam na niego w ciszy. - Jeszcze nie rozumiesz? - wyrzyucił z siebie Piotrek, a jego oczy się zaszkliły. - Amelia, ja cię... kocham i nic tego nie zmieni - szepnął cicho, tak cicho że ledwo go słyszałam. Zapanowała między nami cisza. To, co on przed chwilą powiedział sprawiło, że poczułam ogarniające mnie ciepło. Wyznał mi miłość... Więc jednak chyba mamy jakąś sznasę na tym świecie... Po moich policzkach znowu popłynęły łzy. - Ami, czemu dalje płaczesz - jęknął Piotrek. - Bo... to, co powiedziałeś, było... najpiększejszą rzeczą jaką kiedykolwiek usłyszałam... Piotrek uśmiechnął się delikatnie. - Ja cię też kocham, i to nawet nie wiesz, jak bardzo - szepnęłam. Piotrek przysunął się do mnie. Pocałowaliśmy się. To był wspaniały pocałunek. Czułam w nim smutek, radość i żal, ale także nadzieję, że uda nam się przezwyciężyć wszytskie przeszkody i problemy. Przecież byliśmy w sobie zakochani. A miłość to uczucie, które potrafi wszystko... Po kilku minutach w ciszy ruszyliśmy w stronę naszych domów. Trzymaliśmy się za ręce. Nad nami, na niebie, ciemne chmury rozwiały się, ukazując czysty błekit i blask słońca. 2006-01-14 14:39:22 skomentuj (5) |